Miało być o...*, będzie o Zwykłym Użytkowniku (ZU), odmiennym od Super Użytkownika (SU). Będę się przynajmniej starał spojrzeć na system z tej innej strony**.
O wyglądzie było w poprzedniej części. Czas na funkcjonalność, tę podstawową, tę najważniejszą dla ZU. Dla SU przeznaczę następne odcinki rozbierające poszczególne aplikacje na czynniki pierwsze.
Odpowiedź na podstawowe pytanie: czy warto się przesiąść na Mac OS X Lion 10.7., brzmi – TAK, bo jest fajnie ;) Uzasadnienie w dalszej części tekstu.
Zacznijmy tak jak Apple.
Dobra, ale co z tego wynika dla ZU? Przecież, jak spróbuję wyliczać to tekst będzie miał 10 000 słów i każdy ZU zaśnie w połowie.
Zacznę od Mission Control, czyli poprawionej wersji znanej z poprzedniej wersji systemu Spaces i nowej funkcji Trybu pełnoekranowego. Zestawione razem stanowią duet nie do pobicia, są po prostu bardzo wygodne. W tej chwili mój ekran wygląda tak.
Przesuwam dwoma palcami po trackpad lub MagicMouse (MM) i już jestem na Biurku obok. Cztery palce do góry na trackpad lub dwa stuknięcia dwoma palcami w MM i mamy pełne Mission Control.
Przełączanie się pomiędzy aplikacjami, bez względu, czy są w trybie pełnoekranowym czy nie, powrót do biurka, wszystko pod palcem, nawet nie pod myszką. Szybko, łatwo i płynnie. Gesty są naturalne, po dwóch użyciach zapamiętujemy je bez najmniejszego problemu. Przerzucenie programu z jednego Biurka na drugie polega na przeciągnięciu i upuszczeniu. Wszystko ładnie zademonstrowane w System Preferences, oddzielnie dla myszki i trackpad.
Jest to duże ułatwienie, szczególnie dla użytkowników pracujących na kilku, kilkunastu, czasem kilkudziesięciu otwartych programach – tak, są tacy. Tutaj pojawia się następna nowość, na którą większość użytkowników nie zwróciła uwagi. Świetlista kropeczka w Dock, oznaczająca uruchomiony program. Domyślnie w Lwie jej nie ma! Oczywiście, można ją sobie włączyć
To jest mała rzecz, jednak bardzo wiele mówiąca o filozofii Apple. Użytkownik ma sobie nie zaprzątać głowy tym, co ma uruchomione i który program działa w danym momencie, aktóry nie. Ma się zająć pracą, rozrywką – swoim celem, dla którego usiadł przed komputerem. System zajmie się resztą. Tutaj się zapewne zaczną narzekania, że takie rozwiązanie obniża wydajność komputera. Powiem że, nie zauważyłem tego, a w tej chwili pracuje na MBP 13” C2D 2,53 GHz z 4 Gb RAM. Maszyna nie najwydajniejsza i nie najmłodsza. Mam stworzone sześć wirtualnych biurek + otwarte dwa programy w trybie pełnoekranowym. Uruchomione: Safari, Mail, Chrome, Twitter, MAS, iTunes, Address Book, Preview, Skype, iChat, Pages, Keynote, Aperture***. Jest płynnie, a przede wszystkim ładnie i efektownie****.
Następna drobnostka, również bardzo wygodna – wznawianie.
Obecny tryb używania komputera sprawia, że coraz rzadziej restartujemy nasz sprzęt, z reguły przy okazji jakiejś aktualizacji oprogramowania lub kiedy już się zamuli kompletnie. Mam wtedy otwartych XX programów, X plików i XXX zakładek w przeglądarkach. Otwierać to wszystko ręcznie, szukać po restarcie gdzie się skończyło – męczące i niewygodne. OS X Lion pyta się, czy wznowić otwarte programy po restarcie. Komputer nas wita dokładnie w tym miejscu, gdzie skończyliśmy. Małe, a cieszy.
Następna funkcje, chyba najważniejsze – Automatyczne zachowywanie i Wersje.
Nawet nie każdy SU ma wyrobiony odruch CMD+S, u ZU to rzadkość. Automatyczne zapisywanie co 5 min połączone z wersjonowaniem plików. Już niestraszny będzie komunikat “Program wykonał niedozwoloną operację i zostanie zamknięty”... oj to chyba nie ten system. Komunikat inny, ale i na OS zdarza się przewrócić którejś aplikacji.
Możemy nie tylko powrócić do wersji pliku "dwa akapity temu", ale również przenieść fragment starej wersji do nowej. Funkcja ta jest zupełnie niezależna od Time Machine. Rozwiązanie genialne dla ZU, dla SU ma pewne wady – o tym będzie później.
Na koniec pozostał nam duet Mac App Store i Launchpad. MAS znany już od 10.6.6, tu się nic nie zmieniło, to nadal wielki sklep z aplikacjami. Kolejne wygodne dla ZU rozwiązanie do kupowania programów. Można ocenić oprogramowanie, przeczytać recenzję tych, co kupili. Wszystko pod kuratelą Apple, nie ściągniemy jakiegoś malware, aplikacja będzie odznaczała się funkcjonalnością z opisu, przynajmniej tak mówi teoria, która się sprawdza w większości przypadków. Pięknie, prawda? Jednak nie do końca, zwrot zakupionego programu jest niemożliwy****. MAS przed każdym zakupem żąda hasła do konta w celu potwierdzenia. Dla ZU jest to jednak świetny sklep z zabawkami, a i SU znajdzie coś dla siebie. Kupujemy aplikację i ona ładnym animowanym ruchem ląduje w Launchpad, przestrzeni do uruchamiania programów znanej z iOS. Jednym gestem, jednym klikiem możemy wywołać taki ekran:
Wszystkie nasze zainstalowane programy z teczki Applications. Klik i mamy. No właśnie – klik, patrząc na taki ekran aż się prosi stuknąć palcem w ikonę. Rozwiązanie świetne w iOS, na dużych komputerach bez ekranu dotykowego się nie sprawdza. Na nic grupowanie programów w folderach. Uruchomiłem dwa razy w tym po raz drugi teraz, żeby zrobić zrzut ekranu. Może komuś się przydaje, chętnie się dowiem jak jest oceniany ten gadżet. W tym miejscu wychodzi ze mnie SU. Jeżeli nie mam danego programu w Dock i zresztą nawet jak mam, to uruchamiam go z poziomu Spotlight – CMD+Spacja – bez odrywania rąk od klawiatury. Wystarczy wpisać fragment nazwy poszukiwanego programu, strzałka w dół i już.
Spotlight ma jednak dla nas małą nowość. Podgląd dokumentu z poziomu wyszukiwarki. Wystarczy go zaznaczyć. Większość popularnych formatów jest obsługiwana, tak samo jak w Quick Look.
Spotlight zostało bardzo usprawnione i to się daje odczuć, wyszukiwanie jest błyskawiczne, nie odnotowałem też problemów z indeksowaniem.
Wraz z nowym Mail.app zasługuje na oddzielny wpis, ale już taki dla SU. Jak już jesteśmy przy Mail, wspomnę tylko o jednej rzeczy. Integracji kont internetowych z poziomu systemu. Już nie trzeba ustawiać oddzielnie dla komunikatora GTalk, MobileMe, poczty kalendarza. Wszystko jest w jednym miejscu – System Preferences
Przedefiniowane najpopularniejsi usługodawcy. Ustawiamy w jednym miejscu i zaznaczmy, z jakich usług korzystamy na tym koncie. Nie musimy osobno konfigurować komunikatora czy klienta poczty. Znowu ładnie, przyjemnie i szybko.
Na koniec mała pretensja do Apple, w 10.7 Lion nie ma Front Row. Program dla użytkowników przede wszystkim iMaków, obsługa wszystkich multimediów za pomocą pilota z kanapy. Szkoda go trochę. Czuję tutaj chęć namówienia klientów do kupna nowego Apple TV.
Oczywiście nie omówiłem wszystkich nowości w Mac OS X Lion, a te, które opisałem, mają tylko pobieżne objaśnienia. Ale, wybaczcie, to był Odcinek Specjalny dla ZU. Powstał po dyskusji na Twitterze kilka dni temu, w której pojawiły się głosy, że brakuje takiego opisu nowego kota od Apple. Zaznaczam, że nie jestem ZU, starałem się wcielić w rolę, zapomnieć, że wiem co i dlaczego, i co CLI do mnie mruczy, starałem się nie pisać o Aperture, PS i wyciekach pamięci. Systemy Apple zawsze były dla przeciętnego użytkownika przyjazne, jak widać mogą być jeszcze bardziej. 10.7 jest właśnie takim systemem.
Tracimy trochę na tym my, czyli SU. Czasem musimy się bardziej nagłowić, żeby wprowadzić jakieś nietypowe ustawienie, czy wykonać operację o której ZU nawet nie słyszał. Jednak jakoś specjalnie nie narzekam, poradzę sobie. To Tobie, Zwykły Użytkowniku, ma być łatwiej i przyjemniej. Admin da sobie radę. Nowy system naprawdę jest jeszcze przyjaźniejszy, ładniejszy i jeszcze bardziej łał ;) Za niską cenę dostajemy może nie 250***** wspaniałych nowych funkcji widocznych od pierwszych sekund po włączeniu komputera, ale tych kilka opisanych naprawdę wystarczy.
* spokojnie będzie w następnych częściach.
** nie jestem ZU, ale naprawdę się postaram.
*** tak wiem, to nie jest aplikacja dla ZU.
**** ma być ładnie, to jest opis dla ZU.
**** podobno się da, po długiej korespondencji z Apple EU, powód musi być poważny. Nie wiem nie sprawdzałem osobiście.
***** na pozostałe mniej widoczne zwróci uwagę SU, a czy są takie wspaniałe, o tym w następnych odcinkach.