Posterous theme by Cory Watilo

Lion cz. II, czyli czego nie czytamy

 

Kawa_i_cygaro

Duża kawa i cygaro, bo łącze było za wolne.

 

Jesteśmy po kawie, albo dwóch. Lion pobrany z Mac App Store, ikonka w doku grzecznie czeka. Większość użytkowników z marszu bierze się za instalację. Kto dziś czyta instrukcję lub licencję dołączoną do programu? Zacznijmy od tego drugiego, kryje się tu niespodzianka, miła dla nas – użytkowników. 

 

Jeśli Użytkownik nabył licencję na Oprogramowanie Apple w Mac App Store, wówczas zgodnie z warunkami oraz postanowieniami tej Licencji oraz „Zasadami korzystania z produktów i sklepów" zdefiniowanymi w „Warunkach korzystania ze sklepu Mac App Store" (http://www.apple.com/legal/itunes/ww/) („Warunki korzystania”), Użytkownikowi przyznaje się ograniczoną, niewyłączną oraz bez prawa do przekazywania licencję:

(i) do pobrania, zainstalowania, korzystania oraz uruchamiania w celach prywatnych, niekomercyjnych, jednej (1) kopii Oprogramowania Apple bezpośrednio na każdym komputerze marki Apple z działającym systemem Mac OS X Snow Leopard lub Mac OS X Snow Leopard Server („Komputer Mac”), który jest własnością Użytkownika lub pod jego kontrolą; (*)

Kupujemy raz, instalujemy na każdym naszym komputerze Apple spełniającym wymagania sprzętowe. Wszystko za 23,99€.  

Mamy aplikację instalującą Install Mac OS X Lion.app.

Już klikamy, aby zainstalować – ale, stop. Wersja instalacyjna ulegnie samokasowaniu po wykonaniu tego, do czego ją stworzono. Już słyszę głosy oburzenia. Jak to, to jak w razie awarii reinstalować system?! Powoli. 

Dla tradycjonalistów chcących posiadać płytę. Control-click, potem Show Package Contents na ikonie Install Mac OS X Lion.app. Znajdujemy InstallESD.dmg ukryte w teczce Contents/SharedSupport. Tego obrazu można użyć do stworzenia płyty lub zewnętrznego dysku służących do awaryjnych instalacji. Można, ale nie jest to konieczne. Powraca matematyczny smok, który sam się przez siebie dzielił. Tak samo instaluje się Mac OS X – sam przez siebie. Zagadka jest do rozwiązania: Instalator tworzy dodatkową partycję na dysku głównym, której użyje do instalacji, potem pozostawi jako Recovery późniejszych awaryjnych reinstalacji. Spokojnie, Lew nie zje nam ~4GB miejsca z dysku, partycja Recovery zajmuje około 650MB. Tak to wygląda u mnie po instalacji 10.7:

 

Screen_shot_2011-08-11_at_10

Listę wszystkich partycji otrzymujemy, wpisując w terminalu polecenie diskutil z parametrem list. Pozycja nr 3 na powyższej liście jest to wcześniej wspomniana partycja odzyskiwania. Z poziomu systemu jest ona niewidoczna. Dostęp do niej uzyskujemy przez uruchomienie komputera z wciśniętymi klawiszami Command+R lub Alt (Option), czyli tradycyjny dostęp do wszystkich dysków bootujących.


Teraz na niektórych użytkowników padł blady strach. Co z moimi danymi, skoro instalator przepartycjonowuje dysk. Spokojnie, dane są zabezpieczone, Mac OS X już od dłuższego czasu umożliwia bezpieczną zmianę partycji. 

Ważna informacja: w razie potrzeby reinstalacji systemu na czysto, za pomocą Recovery HD, będzie niezbędne łącze internetowe. Wszystkie brakujące elementy instalatora są bowiem pobierane w trakcie instalacji, automatycznie czas pracy instalatora zależy zatem od prędkości naszego łącza. Dlatego użytkownicy, którzy mają wolniejsze łącza powinni stworzyć sobie obraz pełnego instalatora wg przepisu podanego przeze mnie wcześniej lub uzbroić się w cierpliwość. 

Co jednak w sytuacji, kiedy dysk twardy uległ uszkodzeniu? Jak mamy zainstalować system na nowym dysku, zupełnie czystym? Apple przewidziało sytuację i udostępniło Lion Recovery Disk Assistant, program umożliwiający stworzenie partycji odzyskiwania na zewnętrznym dysku lub pendrive. Uwaga! obsługiwane są tylko dyski USB, brak obsługi dysków FW oraz wbudowanego czytnika kart SD. Sam jednak stworzyłem taką partycję na karcie SD, podłączonej przez zewnętrzny czytnik USB. Tak stworzona i umieszczona we wbudowanym slocie – działa. Szkoda, że Apple nie umożliwiło takiej funkcjonalności bezpośrednio. Dysk tak stworzony, do pełnej reinstalacji systemu również wymaga dostępu do internetu. 

Funkcjonalność partycji Recovery jest zbliżona do tego, co otrzymujemy po wystartowaniu komputera z płyty z systemem: narzędzia diagnostyczne, zmiana hasła itd. Dodatkowo otrzymujemy przeglądarkę internetową, możemy zadać pytanie google i poszukać rozwiązania naszego problemu z komputerem. Nie musimy w tym celu używać drugiego komputera, który niekoniecznie jest pod ręką. Zawsze to droga łatwiejsza i czasem szybsza niż wizyta w serwisie czy u zaprzyjaźnionego specjalisty.


Dobre czy złe rozwiązanie? Moim zdaniem na plus, zapominamy o rysujących się płytach, znika problem zaginionej płyty instalacyjnej. Dodanie dostępu do przeglądarki jest, moim zdaniem, rewelacyjnym pomysłem, szybki dostęp do sieci i zadanie pytania bardzo często rozwiązuje problem (zbędny jest dostęp do drugiego komputera). W przypadku reinstalacji pobierany instalator zapewne (**) będzie zawierał najnowszą wersję systemu, odpada zatem dodatkowe ściąganie aktualizacji.Na wypadek poważniejszych awarii, które przecież mogą się zdarzyć, trzeba stworzyć partycję Recovery na dysku zewnętrznym lub pendrive. To jest mała niedogodność, trzeba bowiem pamiętać, żeby ją utworzyć. Zaawansowany użytkownik na pewno nie zapomni, mniej doświadczony nie będzie sobie zawracał tym głowy, po prostu uda się z niesprawnym komputerem do specjalisty. Brak dostępu do partycji Recovery na wbudowanym dysku, niestety wróży poważną awarię, z którą niedoświadczona osoba sobie nie poradzi. Lepiej oddać zatem komputer specjaliście, jeżeli się na czymś nie znam, z takiego wychodzę założenia przynajmniej ja i gdy samochód przestaje pracować, dzwonię po mechanika, z mojej interwencji będzie więcej szkody niż pożytku. 

Małym minusem jest również konieczność dostępu do internetu w trakcie pełnej reinstalacji, w podróży może to być kłopot, ale nie nierozwiązywalny. Kto zabiera wyjeżdżając ze sobą płyty instalacyjne. Prędzej i łatwiej na drugim końcu świata znajdziemy łącze niż płyty pasujące do naszego komputera. Minus przeradza się w plus. 

 

Rozpisałem się, a Lew czeka w klatce, żeby go wypuścić. Wszystko już wiemy, na temat tego, jak i gdzie. Więc można zaczynać nasz program już. Stop – tak jeszcze jeden. 

Forma podania aplikacji nowego systemu powoduje, że zapominamy (chyba trochę o to chodzi Apple), że to jest system, nie kolejny program, który jak wystąpi błąd to się najwyżej nie zainstaluje. Co robiliśmy przed każdym upgrade poprzedniego systemu, a raczej co powinniśmy robić? Udajemy się do teczki Applications/Utilities, uruchamiamy program Disk Utility.app. Sprawdzamy przywileje, naprawiamy przywileje, sprawdzamy dysk i naprawiamy błędy na dysku, jeżeli takowe wystąpią. W przypadku pojawienia się tych drugich, sugeruję odszukanie płyty  z poprzednim systemem, uruchomienie komputera z niej i wykonanie operacji jeszcze raz z poziomu instalatora – zewnętrznego nośnika. 

Dlaczego w przypadku upgrade do Mac OS X 10.7 Lion jest takie ważne? Pisałem o tym przez ostatnie kilkadziesiąt wersów. Instalator tworzy partycję dodatkową, w przypadku dużej ilości błędów na dysku może to być niemożliwe. W takiej sytuacji istnieje prawdopodobieństwo, że zostaniemy bez dostępu do systemu, naszych danych i wizyta w serwisie będzie koniecznością. To pierwsze miejsce, w którym Lew może nas pogryźć; kilka takich pogryzień już spotkałem i leczyłem. 

Teraz już możemy iść dalej, świadomi plusów i zagrożeń. Klikamy i dalej postępujemy według instrukcji na ekranie, teraz już będzie wszystko Apple Way


Jak tak dalej będę się rozpisywał, to wyjdzie mi więcej części niż planowane cztery. W następnym odcinku pogłaszeczmy kota po świeżo uczesanej grzywie, czyli powiem coś o zmianach w wyglądzie i nie tylko. 

 

 

 

(*) Pełen tekst licencji dostępny tutaj http://itunes.apple.com/pl/app/os-x-lion/id444303913?mt=12

(**) W momencie pisania tego tekstu dostępna publiczne jest wersja 10.7.0, więc to moje przypuszczenie.